szuflada    
160
zaczęło się od róży i mrożonej kawy o smaku malinowym. a potem było już tylko lepiej. zdjęcia przy każdej fontannie, każdym pomniku i w każdym miejscu. podejrzewam, że to wpływ Piotruli. potem niezdrowe jedzenie ze świątyni konsumpcji McDonalds. siedzenie na bulwarach, karmienie kaczek chrupkami o smaku cebulowym, słuchanie piosenek. nieustanny śmiech. n i e u s t a n n y . jakbyśmy się znali od lat. Wrocław nabrał innego wymiaru. wracałam pełna smutku. będę tęsknić. dziękuję Leo.

27 sierpnia 2008 około 23 : 36                                                          Twoje   słowa  [13]